czwartek, 8 września 2016

Rozdział 5





- Mojego. - Tommo podał mi rękę. - Idziesz?
Zakłopotana wstałam wołając Misho. Poczułam dłoń chłopaka na moim biodrze.
- Kiedy ostatni raz jadłaś? - zapytał. - Jesteś strasznie chuda.
- Nie ważne. - odburknęłam. Nie spodobało mu się to. Ścisnął moją dłoń. Wyrwałam ją łapiąc Misho na ręce. Weszliśmy do mieszkania. Liam patrzył na mnie dziwnie. Pokręciłam głową, aby się nie odzywał. Pokierowaliśmy się do pokoju chłopaka. Odstawiłam Misho, siadając na podłodze. W przeciągu sekundy weszła do pomieszczenia Sally.
- Liluuuuuuuuuuu! - zawołała. - Chodź do mnie do pokoju pokażę Ci coś.
Pociągnęła mnie za rękę. Pies podreptał za nami. Widziałam w oczach Louisa złość. Skrzywiłam się. Usadowiłyśmy się na kanapie w jej pokoju.
- Spójrz. - pokazała mi wisiorek w kształcie serca. - Dostałam od Nialla.
- Śliczny. - wyszeptałam dotykając go. - Wy ten no..
- Em... - zmieszała się. - Sama nie wiem.
Zaśmiałam się. Nie wie? Dostała prezent po przyjacielsku ?
- Pogadaj z nim. - poklepałam ją po ramieniu. - Sal masz coś na przebranie?
- Jasne. - pośpiesznie wstała, otwierając szafę. - Wybierz coś sobie, a ja pędzę do Horana.





Oczami Harrego



Co mu strzeliło do łba?! Rozumiem, że ma kryzys. El, Modest i jeszcze ciągłe wywiady i koncerty. Ja też mam powoli dość. Lecz Lilu nie zawiniła. Chciałbym ją bliżej poznać. Jest strasznie cicha, ale czy to przez Louisa? Trzeba ją rozkręcić. I ja już o to zadbam.








Oczami Sally



Wyszłam z pokoju, kierując się do Nialla. Zapukałam, ale nie dostałam odpowiedzi. Weszłam powoli do pomieszczenia. Usłyszałam odgłosy z łazienki. Brał prysznic najprawdopodobniej. Usiadłam na łóżku czekając na blondyna. Nie mam pojęcia jak zacząć rozmowę. Niall czy ja się tobie podobam? Nie... Niall czy traktujesz mnie jak kogoś więcej? Cholera no... Jestem w kropce. Niespodziewanie chłopak wyszedł z łazienki. Zarumieniłam się, widząc go bez koszulki. Uśmiechnął się do mnie.
- Co tam Sal? - zapytał siadając obok. - Coś się stało?
- Nie, to znaczy tak to znaczy nie wiem.. - podrapałam się po głowie. - Chodzi o wisiorek.
- Nie podoba Ci się? - skrzywił się.
- Jest prześliczny Niall, tylko... to jest przyjacielski prezent tak? - wypaliłam głupio. - To znaczy eee chodzi o to, że naprawdę Cię lubię, ale za Chiny nie wiem czy ty mnie też i czy ten prezent to coś więcej i..
W ułamku sekundy poczułam jego usta na swoich. Słodkie, malinowe wargi lekko pocierały moje. Przestałam oddychać. Dotknęłam policzka blondyna odsuwając się.
- Za dużo gadasz Sally. - zaśmiał się, gdy zobaczył moją zszokowaną minę. - Znamy się już długo. Jesteś najlepszą przyjaciółką Louisa i on zawsze powtarzał, że jak któryś się do Ciebie zbliży to nas zabije. Ale zaryzykuję. Dość długo czekałem z tym prezentem bo nie miałaś czasu do nas wpaść. Czemu Sal? Czym byłaś zajęta? Tęskniłem strasznie. - posmutniał. Usiadłam obok niego, dotykając jego dłoni.
- W moim życiu pojawiła się Lily. Już wcześniej jej pomagałam, ale zdecydowała ze mną zamieszkać. A w sumie ja postanowiłam. Nie znam całkowitej przeszłości Lily. Przeżyła dość dużo i... nie chciałabym JA o tym wam opowiadać.
- Skąd ona jest?
- Z Hiszpanii. - złapałam rękę chłopaka. - Niall?
- Tak? - szepnął.
- Co się stało z Lou? Czemu on tak nęka Lily? - przetarłam łzę z policzka.
- Martwił się o Ciebie w ciągu tych kilku miesięcy. Jeszcze do tego zerwał z El. Zdradziła go. Od ponad roku. A zawsze kiedy miał podejrzenia ona robiła słodkie oczka, za to on przepraszał i tak w kółko.
- Li jej nic nie zrobiła... - westchnęłam. - Strasznie mi przykro z jej powodu i chyba jeżeli sytuacja się nie poprawi będziemy musiały się wyprowadzić.
Poczułam ciepłe dłonie na swoich biodrach.
- Nigdzie Cię nie puszczam Sal! - wykrzyknął chłopak, powalając mnie na łóżko. Zachichotałam.






Oczami Lily





Po ubraniu się w nowe ciuchy, wyszłam z pokoju Sal wchodząc do salonu. Na ostatnim schodku zatrzymałam się. Liam rozmawiał z Zaynem w holu... o mnie.
- Li nie wiem naprawdę czy to dobry pomysł. A może lepiej namówić Louisa?
- Zayn do cholery jasnej! Czy ty myślisz w ogóle ? Przecież to dziecko. - krzyknął. Niechcący potknęłam się o stopień schodka. Zauważyli mnie. Nie wiedziałam co zrobić więc po prostu wyszłam z mieszkania. Raz i dwa. Spokojnie. Postanowiłam skierować się do miejsca w którym wcześniej mieszkałam. Niestety... mieszkałam w takiej opuszczonej ruinie przez 6 lat. Razem z dwoma innymi bezdomnymi. Niestety tylko ja przeżyłam te 6 zim. Widziałam jak umierali w moich ramionach. Jak ostatkiem sił mówili, że nigdy mnie nie zapomną. Łza pociekła po moim policzku. Dotarłam do budynku. Weszłam przez okno do środka próbując się dostać do mojego dawnego "pokoju". Zauważyłam swojego starego misia na materacu. Nie było ciał ani Barbary ani George'a. Czyli ktoś tu był. Usiadłam na podłodze przy oknie. Przymknęłam oczy. W mojej głowie pojawiały się tysiące myśli. Dwa lata w podstawówce nie wystarczają. Powinnam chyba iść do szkoły. Ale nie mam pieniędzy. A rodzina? Nie mam nikogo oprócz Sally. Ale Sally to... to jest obca osoba nie mogę tak postępować. Praca? W wieku szesnastu lat? Oszalałam chyba.




_______________________________________________

No hej hej ! :) Witam znowu wracam powoli do blogów, zaczęło się to trzeba skonczyć :D Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda i czyta :) Pozdrawiam 
RiDa



1 komentarz:

  1. kobieto!Zaczynam dopiero czytać,ale bd stałym czytelnikiem choćby nie było rozdziału nawet 5 miesięcy :) czekam na kolejny :)
    pozdrawiam Truskaweczka xoxo ;)

    OdpowiedzUsuń