czwartek, 8 września 2016

Rozdział 5





- Mojego. - Tommo podał mi rękę. - Idziesz?
Zakłopotana wstałam wołając Misho. Poczułam dłoń chłopaka na moim biodrze.
- Kiedy ostatni raz jadłaś? - zapytał. - Jesteś strasznie chuda.
- Nie ważne. - odburknęłam. Nie spodobało mu się to. Ścisnął moją dłoń. Wyrwałam ją łapiąc Misho na ręce. Weszliśmy do mieszkania. Liam patrzył na mnie dziwnie. Pokręciłam głową, aby się nie odzywał. Pokierowaliśmy się do pokoju chłopaka. Odstawiłam Misho, siadając na podłodze. W przeciągu sekundy weszła do pomieszczenia Sally.
- Liluuuuuuuuuuu! - zawołała. - Chodź do mnie do pokoju pokażę Ci coś.
Pociągnęła mnie za rękę. Pies podreptał za nami. Widziałam w oczach Louisa złość. Skrzywiłam się. Usadowiłyśmy się na kanapie w jej pokoju.
- Spójrz. - pokazała mi wisiorek w kształcie serca. - Dostałam od Nialla.
- Śliczny. - wyszeptałam dotykając go. - Wy ten no..
- Em... - zmieszała się. - Sama nie wiem.
Zaśmiałam się. Nie wie? Dostała prezent po przyjacielsku ?
- Pogadaj z nim. - poklepałam ją po ramieniu. - Sal masz coś na przebranie?
- Jasne. - pośpiesznie wstała, otwierając szafę. - Wybierz coś sobie, a ja pędzę do Horana.





Oczami Harrego



Co mu strzeliło do łba?! Rozumiem, że ma kryzys. El, Modest i jeszcze ciągłe wywiady i koncerty. Ja też mam powoli dość. Lecz Lilu nie zawiniła. Chciałbym ją bliżej poznać. Jest strasznie cicha, ale czy to przez Louisa? Trzeba ją rozkręcić. I ja już o to zadbam.








Oczami Sally



Wyszłam z pokoju, kierując się do Nialla. Zapukałam, ale nie dostałam odpowiedzi. Weszłam powoli do pomieszczenia. Usłyszałam odgłosy z łazienki. Brał prysznic najprawdopodobniej. Usiadłam na łóżku czekając na blondyna. Nie mam pojęcia jak zacząć rozmowę. Niall czy ja się tobie podobam? Nie... Niall czy traktujesz mnie jak kogoś więcej? Cholera no... Jestem w kropce. Niespodziewanie chłopak wyszedł z łazienki. Zarumieniłam się, widząc go bez koszulki. Uśmiechnął się do mnie.
- Co tam Sal? - zapytał siadając obok. - Coś się stało?
- Nie, to znaczy tak to znaczy nie wiem.. - podrapałam się po głowie. - Chodzi o wisiorek.
- Nie podoba Ci się? - skrzywił się.
- Jest prześliczny Niall, tylko... to jest przyjacielski prezent tak? - wypaliłam głupio. - To znaczy eee chodzi o to, że naprawdę Cię lubię, ale za Chiny nie wiem czy ty mnie też i czy ten prezent to coś więcej i..
W ułamku sekundy poczułam jego usta na swoich. Słodkie, malinowe wargi lekko pocierały moje. Przestałam oddychać. Dotknęłam policzka blondyna odsuwając się.
- Za dużo gadasz Sally. - zaśmiał się, gdy zobaczył moją zszokowaną minę. - Znamy się już długo. Jesteś najlepszą przyjaciółką Louisa i on zawsze powtarzał, że jak któryś się do Ciebie zbliży to nas zabije. Ale zaryzykuję. Dość długo czekałem z tym prezentem bo nie miałaś czasu do nas wpaść. Czemu Sal? Czym byłaś zajęta? Tęskniłem strasznie. - posmutniał. Usiadłam obok niego, dotykając jego dłoni.
- W moim życiu pojawiła się Lily. Już wcześniej jej pomagałam, ale zdecydowała ze mną zamieszkać. A w sumie ja postanowiłam. Nie znam całkowitej przeszłości Lily. Przeżyła dość dużo i... nie chciałabym JA o tym wam opowiadać.
- Skąd ona jest?
- Z Hiszpanii. - złapałam rękę chłopaka. - Niall?
- Tak? - szepnął.
- Co się stało z Lou? Czemu on tak nęka Lily? - przetarłam łzę z policzka.
- Martwił się o Ciebie w ciągu tych kilku miesięcy. Jeszcze do tego zerwał z El. Zdradziła go. Od ponad roku. A zawsze kiedy miał podejrzenia ona robiła słodkie oczka, za to on przepraszał i tak w kółko.
- Li jej nic nie zrobiła... - westchnęłam. - Strasznie mi przykro z jej powodu i chyba jeżeli sytuacja się nie poprawi będziemy musiały się wyprowadzić.
Poczułam ciepłe dłonie na swoich biodrach.
- Nigdzie Cię nie puszczam Sal! - wykrzyknął chłopak, powalając mnie na łóżko. Zachichotałam.






Oczami Lily





Po ubraniu się w nowe ciuchy, wyszłam z pokoju Sal wchodząc do salonu. Na ostatnim schodku zatrzymałam się. Liam rozmawiał z Zaynem w holu... o mnie.
- Li nie wiem naprawdę czy to dobry pomysł. A może lepiej namówić Louisa?
- Zayn do cholery jasnej! Czy ty myślisz w ogóle ? Przecież to dziecko. - krzyknął. Niechcący potknęłam się o stopień schodka. Zauważyli mnie. Nie wiedziałam co zrobić więc po prostu wyszłam z mieszkania. Raz i dwa. Spokojnie. Postanowiłam skierować się do miejsca w którym wcześniej mieszkałam. Niestety... mieszkałam w takiej opuszczonej ruinie przez 6 lat. Razem z dwoma innymi bezdomnymi. Niestety tylko ja przeżyłam te 6 zim. Widziałam jak umierali w moich ramionach. Jak ostatkiem sił mówili, że nigdy mnie nie zapomną. Łza pociekła po moim policzku. Dotarłam do budynku. Weszłam przez okno do środka próbując się dostać do mojego dawnego "pokoju". Zauważyłam swojego starego misia na materacu. Nie było ciał ani Barbary ani George'a. Czyli ktoś tu był. Usiadłam na podłodze przy oknie. Przymknęłam oczy. W mojej głowie pojawiały się tysiące myśli. Dwa lata w podstawówce nie wystarczają. Powinnam chyba iść do szkoły. Ale nie mam pieniędzy. A rodzina? Nie mam nikogo oprócz Sally. Ale Sally to... to jest obca osoba nie mogę tak postępować. Praca? W wieku szesnastu lat? Oszalałam chyba.




_______________________________________________

No hej hej ! :) Witam znowu wracam powoli do blogów, zaczęło się to trzeba skonczyć :D Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda i czyta :) Pozdrawiam 
RiDa



sobota, 16 kwietnia 2016

Rozdział 4




Oczami Sally



- Chłopaki musimy pogadać. - weszłam do salonu. - Chodzi o dwie rzeczy. Po pierwsze Nie możemy dłużej u was siedzieć, tylko wam zawadzamy. Po drugie sprawa z Lily. Louis mógłbyś....
- Nie i nie. Zostajecie u nas. Jeżeli będziesz chciała to znajdziesz sobie pracę, ale mieszkać możecie u nas. Prawda chłopcy? - Louis zerknął na resztę. Cieszyli ryje jak nigdy. Przewróciłam oczami, ciągnąc przyjaciela w kont pokoju.
- Louis... - wypuściłam powietrze z ust. - Lily nie może wstać. Powiesz mi co się wczoraj stało w domu?
Stanął nagle jak wryty.
- Niechcący ją przewróciłem ze schodów. - odpowiedział. - Nie chciałem..
- Czy ty cokolwiek wobec niej chciałeś dobrego? - przymrużyłam oczy. - Chłopcy, może mi ktoś pomóc z Lily?
- Ja. - wtrącił się Lou. - I koniec. Co mam zrobić?
- Pomóż jej wstać... - szepnęłam bliska płaczu.



Oczami Lily



Raz, dwa, trzy... Kark mnie bolał jak cholera.Misho siedział wpatrzony we mnie.
- Jeżeli naprawdę tam jesteś tato to mógłbyś mi pomóc. - zaśmiałam się. - Dzięki Misho też cię kocham.
Nagle do mojego namiotu wszedł Louis. Misho przyglądał mu się uważnie, ja natomiast odsunęłam się na drugi koniec namiotu.
- Zanim coś powiesz.. - wydusiłam przez łzy. - Nie nie będę cicho. Nie wiem o co ci chodzi, że mnie tak traktujesz. Raz miły raz mnie spychasz ze schodów. Co ja zrobiłam? Tak samo z Misho jest dla mnie ważny może zrozumiałbyś...
Brunet nachylił się nade mną i mnie pocałował. Zaczęłam drżeć z przerażenia. Było... miło. Wiedziałam, że krzyknie, że coś zrobiłam źle.
- Lily... - szepnął. Przeniósł swoje usta na moją szyję. - Lily....
Nie wiedziałam co zrobić. Misho był niewzruszony tym co robił Louis. Nie powiem podobało mi się to.Oderwał się ode mnie.
- Jesteś jeszcze dzieckiem...co ja robię. - szarpnął dresy, wkurwiony wybrzuszeniem.
- Dzieckiem? - przekręciłam głowę. - Za tydzień mam urodziny...
- Wiesz ile mam lat?
Pokręciłam głową. Louis był przystojny to fakt, ale nie interesował mnie wiek.
- Dwadzieścia-dwa. - odpowiedziałam. Mój wzrok powędrował do jego dresów. Zauważył to od razu.
- Lily o czym ty myślisz? - warknął. Przestraszona, odczołgałam się od niego. Dojrzałam w jego oczach to dziwne uczucie...
- Chodź pomogę Ci wstać. - podał mi rękę. Nie przyjęłam jej. Zaczęłam cichutko płakać.
- Zostaw mnie. - jęknęłam. - Ciągle krzyczysz ja mam dość zostaw mnie już w spokoju.
Wyszedł. Posłuchał się. Chociaż w tej sytuacji.



Oczami Louisa



Wyszedłem. Nie mogłem patrzeć na jej śliczne zielone oczy pełne łez. I to przez moją głupotę. Wkurwiony usiadłem na schodach. Zawiodłem Sally. Zawiodłem chłopców. Ona się mnie teraz boi. Biedne dziec.. dziewczyna.Kobieta. Nie dziecko. 
- Lou.... - warknęła.
- Tak wiem! - wrzasnąłem. - Ona się mnie boi. Co mam zrobić, żeby mi przebaczyła? Co mam zrobić bym mógł się do niej zbliżyć?!
- Podoba Ci się... - wyszeptała. - Tommo. W taki sposób jej nie zdobędziesz.
Złapałem się za głowę. Zjebałem po całości. 
- Ej Sal patrz. - zawołał Zayn. Podeszliśmy do okna. Za szybą z tyłu ogrodu była Lily z psem. Pomagał jej wstać. 
- Nawet pies lepszy ode mnie.. - załamałem się.
- Nie jaki pies... - Sally przytuliła mnie. - To jest jej ojciec. 
- Sal co ty kurwa brałaś. - pacnąłem ją w czoło. Zdenerwowana spuściła głowę.
- Nie znasz jej nawet... - zmrużyła oczy. - Może powinieneś ją poznać wpierw. Prosiłam Cię tylko o pomoc...



Następnego dnia oczami Lily


Śnił mi się Lou. Powiedział że przeprasza mnie za wszystko i chce... . Już miałam mu odpowiedzieć ,kiedy Misho wybudził mnie ze snu. Chwika,,,przecież to Louis?!
- Chodź Lily, Zayn zrobił śniadanie czekamy na Ciebie. - Uśmiechnął się ukazując ząb zębów. Ledwo wstałam kierując się z chłopakiem do kuchni. Czekali na nas wszyscy.
- Co tam Li?
- Jak się czujesz Lily?
- Chodź do mnie Lilu. - Harry poruszył śmiesznie brwiami. Zachichotałam dając mu buziaka w policzek. Poczułam wzrok bruneta na sobie. Czułam się dziwnie. Wolałam przemilczeć całą tą scenę. Podziękowałam za śniadanie kierując się do kuchni. Pozmywałam naczynia wychodząc naprędce z mieszkania. Usiadłam na posadzce przy basenie patrząc na wodę. Ładnie tu mają nawet. Wcześniej nie zwróciłam uwagi na takie szczegóły. Nie potrafiłam.
- Lilu? - usłyszałam za sobą. - Mogę się dosiąść?
Za mną stał Harry.
- Jasne.- poklepałam kafelki obok siebie. Loczek usadowił się obok. - O co chodzi Harry?
- Hm.. - zamyślił się. - Opowiesz coś o sobie?
Zaśmiałam się.
- Przepraszam, ale za mało was znam. - przekrzywiłam głowę. - Może jak Sal znajdzie mieszkanie to będziemy się spotykać...
- Własnie.. - podrapał się po głowie, przerywając moją wypowiedź. - Zostajecie u nas.
- Jak to? A-ale.. - zacinałam się. - A-ale Louis..
- On nie jest taki straszny ostatnio przechodzi kryzys...

- Ja się go boję. - wyszeptałam. - Harry ja nie chce spać na dworze.

- Nie będziesz obiecuje. - uśmiechnął się słodko. Odwzajemniłam czyn, przytulając chłopaka.
- Wiesz że jesteś bardzo ładna? - wypalił. Zachichotałam. - Naprawdę. Twoja mama musi być naprawdę śliczna.
- Była. - zaśmiałam się przez łzy. - Hazz zapytasz Louisa czy Misho może wejść do domu?
- Nie nie może. - chłopak stał za nami. - Chyba że go przeniesiesz na rękach do pokoju, Nie chce, aby mi czegoś nie zabrudził.
- Okej, umowa stoi. - wypaliłam.




_______________________________________________


Hejo wszystkim! :) Jak wam minęły Święta? :) Mam nadzieję, że dobrze. Dziękuję za wszystkie komentarze , które dostałam do tej pory :) To dużo z waszej strony. 
Czytasz=Komentujesz!
Pozdrawiam serdecznie
RiDa :*







środa, 23 marca 2016

Rozdział 3




Oczami Louisa


Nie wiedziałem co opowiedzieć. W jej oczach groźnie tańczyły łzy. Patrzyłem jak krew spływa z jej dłoni. Jak skaleczoną ręką podnosi kawałki szkła. I nagle po prostu wybiega. Nie wytrzymuje. Ucieka na dwór.Stałem tam sparaliżowany patrząc jak jej krew rozmazuje się na posadzce w kuchni. W samych dresach wyszedłem na dwór, kierując się do Lily.Nagle się zawahałem. Czy ona się mnie boi ?Powoli skierowałem się do dziewczyny.Leżała na swoim psie skulona.
- Lou? - wyszeptała słodko. - C-Co tu robisz?
Podniosła się na rękach. Wyglądała przepięknie, mimo lekko podpuchniętych oczu i rozmazanego makijażu. Przeczesałem włosy rękoma, wzdychając. Patrzyła oczekując ode mnie tego samego. Krzyku. Tego, że karzę się jej zamknąć. Położyłem dłoń na jej ranie. Syknęła lekko, zakrywając dłoń.
- Przepraszam.. - zmieszałem się. Czy ja ją przeprosiłem? O nie. Nie ma takiej jebanej mowy. Nie ma ulegania. Poczułem jak ściska mnie w gardle. 
- M-może już pójdziesz? - zapytała miło. - Wyśpisz się na jutro czy coś...
Nie odpowiadając wyszedłem z jej namiotu wracając do domu. Położyłem się na łóżko czując jak zawartość dresów mnie upina.
- Kurwa... - jęknąłem przeklinając w duchu Lily. Co za porażka...Wszedłem do łazienki z zamiarem ulżenia sobie, gdy w progu pojawiła się Sally.
- O nie nie panie marchewko. - rzekła ostrzegawczym tonem. - Przestań walić do zdjęć Harrego, czas poważnie porozmawiać. 
Spiorunowałem ją wzrokiem, siadając na kanapie. Czekałem, aż zacznie swój monolog.
- Co Ci się nie podoba w Lily? - wypaliła. - Czemu musi spać na dworze, czemu ją traktujesz jak śmieć? Tomlinson masz mi w tej chwili odpowiedzieć!
- Kobiety... - mruknąłem. - Sal daj mi spokój.
Nagle poczułem ostry ból. Sally mnie walnęła w twarz.
- Nie dam Ci spokoju. - uspokoiła się. - Mów.
- Nie wiem okej? - wydarłem. - To przez nią musiałem po Ciebie wtedy przyjechać, to przez nią to spłonęło!
- Nie mów tak! - wstała. - Ona niczemu nie zawinęła. Spokojnie żyłyśmy, było nam dobrze. 
- Więc kto wam to zrobił? - zapytałem. - Kto?! Sama powiedziałaś, że to ona podpaliła..
- Nie wiem... - spuściła głowę, a zaraz się ożywiła - Wcale tak nie powiedziałam! Nie mam pojęcia Lou co sobie ubzdurałeś, ale Li nie zasługuje na takie traktowanie. 
Wstałem, trzaskając drzwiami. Czułem jak coś mnie rozpiera. Usiadłem przy basenie, chcąc zebrać myśli. Zauważyłem jak głowa Lily wystaje z namiotu.
- Czego się gapisz mała.. - warknąłem w jej stronę. Ona tylko wzdrygnęła się lekko, wychodząc spod płachty. Podeszła do mnie.
- Nie jestem mała. - uśmiechnęła się. - Jestem prawie twojego wzrostu.
Usiadła mi na kolanach i wtuliła się we mnie. Nie wiedziałem co zrobić. Nie myślałem w tamtej chwili. Opatuliłem ją rękami, aby nie spadła do basenu. Mała przylepa.



Oczami Lily



- Nie jestem mała. - uśmiechnęłam się. - Jestem prawie twojego wzrostu.

Usiadłam mu na kolanach i wtuliłam się w niego. Cały się spiął. Czekałam, aż na mnie krzyknie, zepchnie do basenu. Jednak nie. Opatulił mnie dłońmi.Wtuliłam twarz w jego szyję, Pachniał miętą i czekoladą.Nie wiem ile tak siedzieliśmy.

- Lily? - zapytał cicho. - Śpisz?
Postanowiłam udawać, że śpię.Poczułam jak mnie podnosi i kieruje się ze mną w stronę namiotu. Nagle się zatrzymał... i zawrócił. Pokierował się w stronę mieszkania. Nie wierzę. Zostawi mnie w salonie? Na podłodze? Dziwne... wchodzimy po schodach... pokój Sally? Nie.. pokój był wypełniony zapachem Louisa. Odłożył mnie do łóżka zdejmując ze mnie legginsy. Czy on mnie chce zgwałcić? Postanowiłam się poruszyć.
- Ciiii śpij. - pogłaskał mój policzek.
- Lou? - udawałam senną. - Gdzie ja jestem?
- U mnie w pokoju. - lekko się uśmiechnął. - Masz załóż.
Podał mi bokserki i bluzę. Zdziwiłam się. Czemu on jest miły dla mnie ?
- Dziękuję. - powiedziałam cicho. Usiadłam na dywanie chłopaka. Zauważyłam w koncie pluszaka marchewkę. Zaśmiałam się.
- Z czego się śmiejesz? - zapytał wychodząc w samych bokserkach z łazienki. Zerknęłam trochę w dół i zauważyłam jak bokserki chłopaka się powiększają. Zawstydzona podbiegłam do pluszaka podnosząc go.
- Skąd to masz? - zapytałam.
- Od dziewczyny. - zakłopotałam się. - Byłej. - dodał.
Odłożyłam pluszaka na miejsce.
- Dziękuję Ci bardzo za ciuchy, ale ja muszę wracać do Misho..
Zdziwiony stał na środku pokoju. Gdy byłam na schodach dobiegł do mnie.
- Zostań. - powiedział stanowczo.
- Ale...
- Wolisz iść do kundla niż siedzieć w ciepłym pokoju z chłopakiem?! - wykrzyknął, popychając mnie. Spadłam ze schodów. Poczułam jak krew spływa z mojej skroni. Louis jest niebezpieczny.  Nie powinnam się do niego zbliżać. Boję się go. Jego słowa bolały mnie bardziej niż upadek ze schodów. Czym ja zawiniłam..



_________________________________________________


Witam wszystkich! :) Bardzo BARDZO dziękuję za pierwsze komentarze :D Nie miałam o nich wcześniej pojęcia. Jak bym wcześniej weszła to wcześniej by się pojawił rozdział :D No cóż, to chyba tyle :))
Pozdrawiam wszystkich!
RiDa




poniedziałek, 7 marca 2016

Rozdział 2



Następnego Dnia - Oczami Lily


Śnił mi się ojciec. To jak wypłynął i nie wrócił. Jak mama próbowała żyć na własną rękę. Wreszcie wrzuciła mnie do samolotu i poleciałam. Gdzie? Nie wiem miałam wtedy 8 lat.
- Misho czego się kręcisz. - szturchnęłam go. Pies w odpowiedzi polizał mnie po policzku. Mimo sytuacji w jakiej się znajdowałam, uśmiechnęłam się.Chwilę później przybiegła do mnie Sally.
- Chodź do środka. - zachęciła. - Louis jeszcze śpi.
Przytaknęłam. Kazałam Misho zostać na dworze i sama pobiegłam z przyjaciółką do środka.
- Hej. - powiedziałam ciepło. - Jestem Lily.
- Zayn.
- Harry.
- Liam.
- A mnie już znasz. - podbiegł blondyn i mnie przytulił. - Czemu Cię nie było w domu?
- Lou kazał mi spać na dworze.. - odpowiedziałam. - Ale nie przejmujcie się przy...
- Co ona tu robi? - wskazał brunet schodząc schodami na dół. - Gdzie pies?
- Na dworze. - uśmiechnęłam się. - Czy..
- Powinnaś wyjść. - brzmiał surowo. - Nie potrzebuje następnej głowy do wykarmienia.
- Louis! - krzyknął Li. - Co ty sobie wyobrażasz? 
- Eh.. - westchnął wchodząc do kuchni i na od lotne mówiąc. - Ona ma stąd zniknąć. 
Zaszkliły mi się oczy. Przetarłam je szybko. Poczułam jakąś rękę ciągnącą mnie. To był Liam.
- Chodź za mną. - uśmiechnął się. - Coś wymyślimy.
Chłopak zabrał ze sobą multum rzeczy. Wyszliśmy na tyły posesji. W przeciągu 10 minut Liam ustawił mi namiot i go wypełnił. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Wow. - założyłam włosy za ucho. - Dzięki wielkie Liam. To naprawdę miłe z twojej strony.
Weszłam do środka razem z nim. Po chwili ciszy zapytał"
- Jak się poznałyście z Sally?
- Otóż... - podrapałam się po głowie. -  No to jednak długa historia. 
- Czemu on taki dla mnie jest? - ominęłam temat. - W sensie...
- Tak wiem. - zaśmiał się. - Ostatnio zerwał z dziewczyną. 
- Oh..
Zamyśliłam się. Czemu on mnie nienawidzi ?
- Lily wiem , że cię nie znam ani nic z tych rzeczy ,ale co się stało w nocy? - spojrzał na mnie.
- Siedziałam z Sal przez TV i nagle poczułyśmy dym. Ktoś nam podpalił dom.
- Ile masz lat? - ścisnął końcówkę nosa. - Młodo wyglądasz.
- Szesnaście. - wypaliłam, ukazując zęby. - A wy? 
- Lou dwadzieścia-dwa , Harry dziewiętnaście no i reszta po dwadzieścia . Jeżeli będziesz czegoś potrzebować wchodź. Nie bój się tego palanta. - poczochrał moje włosy, za co dałam mu kuksańca w bok. Wyszedł z namiotu, ja natomiast ułożyłam głowę na kocu śpiewając piosenkę z dawnych lat. Mam do niej słabość. Zawsze miałam. Wyszłam z namiotu siadając przy basenie.Palce delikatnie zamaczałam w wodzie. Miałam strasznie dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje...



Oczami Louisa



Stałem w oknie obserwując brunetkę siedzącą przy basenie. Poczułem wybrzuszenie w bokserkach. Co jest do cholery? Przycisnąłem czoło do szyby. Co jest ze mną nie tak? Czemu jestem taki wobec niej ? Założyłem bluzkę,spodnie schodząc na dół. W kuchni spotkałem zatroskaną Sally.
- Czemu dla niej taki jesteś... - wyszeptała. - Czemu...
Skrzywiłem się. Sam tego nie wiem. Nalałem sobie soku siadając w salonie. Zayn spiorunował mnie spojrzeniem.
- Może pójdziesz po Lily to razem jakiś film obejrzymy?
- Nie? - prychnąłem.
- Nie pytaliśmy Cię o zdanie. - odpyskował Harry. - Masz po nią iść w tej chwili. 
Wstałem zrezygnowany i powędrowałem do namiotu dziewczyny. Słyszałem jak z jej ust wydobywają się pojedyncze słowa. Wzdrygnąłem się.



Oczami Lily


Śpiewałam cichutko jedną ze swoich ulubionych piosenek. Nagle do mojego namiotu wszedł Louis. Przestraszona cofnęłam się siedząc cicho. 
- Chodź obejrzeć z nami film. - uśmiechnął się niemrawo. Wstałam niechcący ocierając się o jego udo. Usłyszałam jak jęknął. Nie zrozumiałam o co chodzi. Wyszłam z namiotu otrzepując bluzę. Siedzę w tych samych ciuchach ponad dwa dni. Ehh co zrobić. Pokierowaliśmy się do salonu. Usiadłam na podłodze. Reszta patrzyła na mnie jak na idiotkę. 
- Lubię. - moje policzki stały się różowe w przeciągu sekundy.Chłopcy puścili Piratów z Karaibów część czwartą. Moja ulubiona... Moja ulubiona piosenka...
- Moje serce przeszył Kupidyn, pogardzam całym błyszczącym złotem, Radości innej już zaznać nie potrafię, żeglarzu mój dla ciebie jam jedyna... - wyśpiewałam cichutko. Wiedziałam , że Sally to zauważyła. Uśmiechnęła się wtulając w bok Nialla. Słodko. Poczułam czyiś wzrok na sobie. Louis. Przestraszona usiadłam wygodnie przesuwając się trochę w druga stronę. Założyłam włosy za ucho lekko spięta. Lily spokojnie przecież on nie krzyczy. Jeszcze... 







30 Minut Później



Wstałam z podłogi kierując się w stronę wyjścia. Dwa kroki przed drzwiami cofnęłam się do kuchni. Napiłabym się czegoś. Dosięgłam z górnej półki szklankę, podeszłam do blatu nalewając sobie soku marchewkowego. Mój ulubiony.  W oddali usłyszałam kroki. Zbytnio się nimi nie przejęłam, dopiero się wystraszyłam kiedy Louis wszedł do kuchni. Upuściłam szklankę zacinając się. Przestraszona spojrzałam na niego. Kucnęłam ,sprzątając kawałki zbitej szklanki. Wybiegłam z mieszkania nie przejmując się raną. Wtuliłam się w Misho wycierając łezkę z kącika oka. Co ja mu zrobiłam? Mam nadzieję, że Sally znajdzie jakieś mieszkanie. Krew leciała mi z dłoni. Zacisnęłam ręce w pięści. Czemu to się dzieje tak szybko? Ja chce do domu. 


__________________________________________________

Czytasz=Komentujesz! :)

Co tam u was? :) Mam nadzieję , że się podoba. Pozdrawiam!
RiDa



środa, 2 marca 2016

Rozdział 1




Oczami Louisa


Położyłem się do łóżka. Ułożyłem telefon na poduszce obok, wyciągając się. Nie miałem na nic siły.Moje powieki spokojnie opadały gdy nagle zadzwonił mój telefon. Sally? Znamy się z Sal od 15 lat. Razem chodziliśmy do szkoły w Doncaster.Niestety musiałem się przecież wyprowadzić. Co ona chce o tej godzinie...
- Halo? - odchrząknąłem. Usłyszałem w słuchawce drżący oddech dziewczyny.
- Louuuu.. - wyjęczała. - Pomóż mi.
- Co się stało? - przeczesałem włosy, wstając z łóżka.
- Li-Li-Lily.. - zaszlochała. - Uciekła. Podpalono nasz dom i przerażona uciekła. Nie wiem co mam robić gdzie jej szukać nie mamy co zrobić. C-Czy mógłbyś mnie jakoś wspomóc? Przysięgam na własne życie oddam tylko..
Zdziwiłem się. Kto to Lily?
- Sal. - zacząłem powoli. - Zabiorę Cię do siebie na noc. Jutro wrócimy w poszukiwaniu... ?
- Lily. - dokończyła.Wkurwiłem się niemiłosiernie. W co ja się pakuje następna parszywa małolata co sobie za dużo pomyślała. 
- Będę jak najszybciej mogę. - dokończyłem rozłączając telefon. Ubrałem się szybko schodząc na dół. Na schodach spotkałem Nialla.
- Tommo gdzie lecisz? - zapytał. Machnąłem ręką zdenerwowany. Poczułem jak blondyn mnie zatrzymuje. - Stary o co biega?
- Sal bla bla bla. - zdenerwowany poprawiłem włosy. - Mogę już jechać?
- A mogę pojechać z tobą? - odbił piłeczkę.Westchnąłem zrezygnowany i poczekałem, aż chłopak coś na siebie włoży. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do mojego rodzinnego miasta.W przeciągu godziny byliśmy pod domem mojej przyjaciółki.
- Sally. - przytuliłem ją. Zerknąłem na jej dom. Strażacy ugasili dom zostawiając samą dziewczynę na podwórku. - Wchodziłaś do środka?
Pokręciła głową. 
- Może coś przetrwało. - zaczął Niall. - Chodźcie. Sprawdzimy. 
Powoli udaliśmy się do mieszkania dziewczyny. Wszedłem do jakiegoś pokoju chcąc ocenić stan rzeczy. Nie był taki zły. Ale zaraz chwila.. pokój nie był Sally.Czyli to tamtej eee jakiejś Lily? Zapewne. Sprawdziłem pomieszczenie całe znajdując naprawdę w dobrym stanie rzeczy. Zabrałem zeszyt wypełniony jakimś tekstem i zdjęciami, iphone i czarna bluza. 
- Sal! - wrzasnąłem. - Niall!
Zbiegli się w przeciągu sekundy. Podałem dziewczynie rzeczy, Uśmiechnęła się.
- Um... - zaczęła. - Nie widziałeś przypadkiem w pokoju.. psa?
- Psa? - zmarszczyłem brwi. - Nie Sal. Ale ja tego kundla nie wezmę do mieszkania.
- Czemu? - zniesmaczyła się. Nie to, że nie lubię psów. Ale jak zakładam kundel należał do Lily, a przez nią wszystko się wydarzyło..
- Bo nie. - odparłem srogo. - Jest czwarta w nocy. Chcesz jej szukać czy... ?
- Znalazłem. - usłyszałem za sobą. Za mną stał Niall i jakaś brunetka.



Oczami Nialla


Stałem i czekałem na decyzję Tommo. Czemu on chodzi taki wkurwiony? Wzruszyłem ramionami wychodząc przed dom. A raczej jego resztki. Niespodziewanie poczułem jak coś mnie ciągnie. To był pies. Husky. Poszedłem za nim. Za domem na polanie siedziała dziewczyna. Brązowe włosy, jasna cera. Miała na sobie legiinsy i czerwony , luźny sweterek.  Podszedłem do niej. Śpiewała pod nosem.
- Hej. - szepnąłem. Cichutko pisnęła gdy mnie usłyszała. Wstała oglądając mnie. Uśmiechnąłem się lekko. Wydawała się na młodą. - Czy ty to Lily? Sally się o Ciebie martwi...
- Tak to ja. - odpowiedziała z hiszpańskim akcentem . - A ty to.. ?
- Przyjaciel. - odrzekłem. - Nie jest Ci zimno?
- Trochę. - potarła ramiona. - Właśnie straciłam dom więc...
- Masz. - podałem jej bluzę. Przytuliła mnie w podziękowaniu. Przywiązała smycz do psa i szybko powędrowaliśmy do holu. 
- Bo nie. - odparł Louis - Jest czwarta w nocy. Chcesz jej szukać czy... ?
- Znalazłem. - oświadczyłem dumnie. Spojrzeli w naszą stronę. Sally przytuliła Lily natomiast Lou obarczył ją i jej psa zabójczym spojrzeniem. Przewróciłem oczyma. Co go ugryzło.



Oczami Lily


Potarłam ramiona wsiadając do samochodu.Przetarłam mokre oczy. Brunet ledwo się zgodził na przewiezienie Mishy jak i w dodatku mnie... Co ja złego zrobiłam? Przerażona odwróciłam wzrok w drugą stronę. 
- Lou nie prosiłam Cię o nocowanie.. - ponagliła Sal. - Chciałam tylko trochę pieniędzy. 
- Co Ci dadzą pieniądze bez mieszkanie? - prychnął. - Posiedzisz trochę u nas znajdziesz pracę coś wynajmiesz.
- Lou czemuś jesteś taki nerwowy. - oburzyła się. - Co się stało?
- Gdyby nie ona. - wskazał na mnie. - Nie dzwoniłabyś do mnie o pomoc. 
Łza spłynęła po moim policzku. Co ja mu zrobiłam ?
- Ale.. - zaczęłam.
- Zamknij się. - wrzasnął. - Wszyscy się zamknijcie najlepiej...



Godzinę Później



 Stałam cichutko przed posesją chłopaków z psem na smyczy. Sal nic nie mogła poradzić na zachowanie bruneta. Nie chciał wpuścić psa do mieszkania. Już i tak zgodził się na za wiele. Westchnęłam siadając z psem na środku ogrodu. Dochodziła szósta. Wzdrygnęłam się z zimna. Misho położył się na trawie. Wtuliłam twarz w sierść psa śpiewając piosenkę sprzed lat...



Oczami Louisa


Stałem przed oknem obserwując koleżankę mojej przyjaciółki. Byłem jeszcze trochę nabuzowany. Usiadłem chcąc przeanalizować wszystko co się dotychczas stało tej nocy. Westchnąłem podirytowany wstając. Akurat obok przechodziła Sally.
- Ile ona ma lat? - wypaliłem.
- Szesnaście. - szepnęła zła. - Idę spać. Dobranoc Tommo.
- Dobranoc. - odburknąłem. Wziąłem koc wychodząc przed posesję.Nie wiem co mną kierowało. Dziewczyna leżała na psie nucąc piosenkę. Przykryłem ją kocem wracając do domu.
- Dziękuję. - odszepnęła. - Bardzo dziękuję.
Potrząsnąłem głową. Nie mogę się dać. Wróciłem do mieszkania dając się ponieść krainie Morfeusza. 


__________________________________________________



Hej, hej, hejka! Wiem, że i tak nikt nie czyta notatek autorek więc w skrócie mam nadzieję, że się podoba. :)
Jeżeli przeczytałeś/łaś rozdział napisz w komentarzu - Lily. !
Pozdrawiam
RiDa



poniedziałek, 29 lutego 2016

Prolog




Są tacy, którzy uciekają od cierpienia miłości. Kochali, zawiedli się i nie chcą już nikogo kochać, nikomu służyć, nikomu pomagać. Taka samotność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia.Zamyka się w sobie...







___________________________________________________

Witam wszystkich ponownie na moim nowym blogu :) Mam nadzieję, że przyjmiecie go ciepło :)
RiDa